Walenty Lemański

Walenty Lemański urodził się w 1786 r. jako syn Mikołaja i Anny, gospodarzy wynajmujących wieś Sadki w powiecie wyrzyskim. Miał też starszego brata Jana (zm. 1831 r.), który był proboszczem w Kozielsku oraz siostrę (po mężu Lewandowską). Rodzice zadbali o wykształcenie synów: „obydwóch własnym kosztem bez obcej pomocy, z szczupłego gospodarstwa w różnych utrzymywali szkołach”. Obaj uczęszczali do Gimnazjum w Wałczu, później Jan przeniósł się do seminarium w Gnieźnie, a Walenty do Pakości. W szkole odznaczał się pilnością i skromnością z tego powodu miał celujące oceny. Następnie poszedł za bratem do seminarium duchownego w 1809 r., a w 1812 r. przyjął święcenia kapłańskie i został wikariuszem w Zdunach, gdzie „swe obowiązki pilnie, przykładnie i gorliwie pełnił. I tu, jako w całem swem życiu odznaczał się tęgością charakteru, i o wychowanie młodzieży tak dalece się starał, iż tu gdy nie było szkoły katolickiej, sam przez lat dwa utrzymywał szkołę elementarną, i zarazem usposobiał zdolniejszych do gimnazjum”. W 1817 r. przeniósł się do Baszkowa, gdzie został proboszczem. W tym czasie dbał o wychowanie dzieci w szkole. Także swych siostrzeńców dobrze wykształcił. Szymon Lewandowski został dziekanem i proboszczem parafii w Kostrzynie, absolwent uniwersytetu we Wrocławiu. Wojciech Lewandowski również był księdzem i uczył religii w Ostrowie Wielkoposkim. Julian Lewandoski został referendariuszem i kształcił się w Gimazjum w Lesznie i na Uniwersytecie we Wrocławiu. „Mimo to, ze tak znaczne łożył wydatki na swych siostrzeńców, należał do Towarzystwa Naukowej Pomocy, i to od samego zawiązku [początku]. Nadto wyszukiwał młodzież uzdatnioną, kształcił ją i dyrekcyi przedstawiał. I z tych to jeden jest w sekundzie w gimnazyum ostrowskiem. A drugiego zatrzymywał do końca w głównem seminaryum nauczycielskiem w Poznaniu. A ileż jego czynów przed ludźmi zakrytych? O tych wie ten, który jest wymiarem sprawiedliwości. I z lego powodu, że każdy grosz oszczędzony poświęcał na oświatę młodzieży, w zarządzie domowym był oszczędnym, i po jego śmierci żadnego nie zostało majątku.” Nie oszczędzał swych sił, bo już w 1834 r. kiedy obejmował probostwo był zmęczony życiem człowiekiem. Jak podaje nam dalej Gazeta Kościelna: „przeniósł się do Kobylina jedynie w tej błogiej nadziei, że później w starości będzie mógł mieć ku pomocy drugiego kapłana. Lecz niestety! dla braku duchowieństwa nie mógł tej pociechy uzyskać; a tak nawał pracy odebrał mu zdrowie”. W 1846 r. zapadł na „chorobę nerwową”, z której jednak zdążył się uleczyć. Lekarze odradzali mu dalszą pracę i uległ ich namowom dopiero w maju 1847 r. Chciał przenieść się na plebanię kościoła Bożego Ciała w Poznaniu. Dalsza praca przyprawiło go o kolejną „chore nerwową”, z której już nie wyszedł. Zmarł w Kobylinie 14 lutego 1848 r. w dniu swoich imienin.

 

Bibliografia:

„Gazeta Kościelna”, nr 11, Poznań, 13 marca 1848 r.,

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s